Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 sierpnia 2017

Pamiętniki z Wakacji: Bratysława

W Bratysławie zatrzymaliśmy się w hotelu Elisabeth Old Town przed Booking.com
Rezerwowaliśmy parking, ale po przyjeździe okazało się, że hotel nie otrzymał informacji na ten temat i zmuszeni byliśmy zaparkować na ulicy. Na szczęście znalazło się wolne miejsce zaraz na przeciwko hotelu.
W Bratysławie można kupić bilet parkingowy albo tradycyjnie w parkomacie albo wysyłając SMS z numerem strefy i numerem rejestracyjnym na numer 2200 lub korzystając z aplikacji mobilnej, która de facto też wysyła smsa, tylko że przygotowuje go za nas z odpowiednimi numerami strefy itd.
Niestety próbowałem bezskutecznie kupić parking przez aplikację i wysyłając smsa. SMS został wysłany, ale parking nie wystartował. Nie otrzymałem też żadnego potwierdzenia ani informacji o błędzie. Kiedy sprawdziłem koszty wysłanych smsów w sieci Play okazało się, że pod numer 2200 są darmowe, zatem wnioskuję, że po prostu wysłane zostały one do Polski pod ten numer a nie na Słowację. Wysyłanie pod 2200 poprzedzony numerem kierunkowym Słowacji też się nie udało. Ostatecznie pozostało.mi wykupić parking tradycyjnie w parkomacie co kosztuje 0.6 € za 30 min (parking jest płatny od 8.00 do 16.00). Dla porównania SMS-em można kupić parking na cały dzień za 8 €

Co do zwiedzania, to załapaliśmy się na darmowy spacer z przewodnikiem, który rozpoczyna się codziennie o 16.00 spod Pomnika Hviezdoslava.


Wycieczka trwała ok 1.5 godz i była dość interesującą. Wiodła przez stare miasto obok Katedry św. Marcina i miejsca, gdzie kiedyś stała synagoga, która została zburzona przez komunistów, żeby zbudować trasę.



Widzieliśmy Most UFO i Smurfowy Kościół :)



Następnego dnia wybraliśmy się na Zamek.


Porównując miasto i jego zabytki z tym co widzieliśmy w Budapeszcie, to w Bratysławie nie ma zbyt wiele do oglądania jeśli nie chcemy wchodzić do muzeów.


Co do możliwości wybiegania się to po stronie Dunaju przeciwnej do Starego Miasta biegnie ścieżka rowerowa na 20km wzdłuż rzeki. Po stronie Starówki też jest ścieżka ale trochę krótsza, ale spokojnie można zacząć na Starówce, potem pobiec wzdłuż rzeki, przebiec na drogą stronę i biec w kierunku przeciwnym żeby zatoczyć koło i znów wrócić mostem (jakieś 15km trasy)


środa, 9 sierpnia 2017

Pamiętniki z Wakacji: Medjugorje i wodospady Kravica

W drodze z Omiša do Mostaru zwiedziliśmy Medjugorie i wodospady Kravica.
Z Omiša wyjechaliśmy ok. godziny 11.00 by po jakiejś pół godziny dojechać do granicy z Bośnią i Hercegowiną (https://goo.gl/maps/RLx3mRWhixB2)

Na granicy niestety trzeba było odczekać około 30 min w kolejce, ale potem już poszło szybko.
W Medjugorie pierwszym zaskoczeniem były dla nas sklepy z pamiątkami. Jest w nich praktycznie wszystko z wizerunkiem Matki Boskiej, począwszy od zapalniczek, popielniczek, przez koszulki, a skończywszy rzecz jasna na różańcach, obrazkach, świecach i innych dewocjonaliach
Zapalniczki to już chyba trochę przesada. Szukałem otwieracza do butelek, ale nie udało mi się znaleźć. Zapewne szukałem niewystarczająco dobrze, bo miejscowi na pewno już o tym pomyśleli :)



Ciekawostką jest że objawienia w Medjugorie nie zostały uznane przez Kościół, jednak nie zabrania on pielgrzymek, jako, że to że objawienia nie zostały udowodnione nie oznacza, że faktycznie się nie wydarzyły. Każdego dnia przybywają tam rzesze pielgrzymów.
Swoją drogą to bardzo dobra okazja, żeby wypromować małą wioskę i zrobić z.niej centrom światowej turystyki. Na każdym kroku można tam spotkać duże hotele i takie, które dopiero się budują.

Co do samych atrakcji to możemy wejść do kościoła św. Jakuba z figurką Matki Boskiej, przejść się krótką drogą krzyżowa w parku w pobliżu kościoła, wyspowiadać w jednej z wielu specjalnych pomieszczeń (każde drzwi oznaczone kartką z językiem w jakim spowiadają), a wytrwalsi mogą wejść na górę objawień jakieś 2 km od kościoła. Jest ona widoczna z dołu i uwieńczona krzyżem.
My z wózkiem zrezygnowaliśmy z tego ostatniego.

Kościół sam w sobie jest bardzo prosty. Wewnątrz nie ma zbyt wiele do oglądania poza figurką. Może to i lepiej bo głównym przeznaczeniem tego miejsca ma być modlitwa a nie zwiedzanie.
Z parkowaniem też nie było problemu. Na parkingu przy kościele było jeszcze dużo wolnego miejsca, ale pewnie dlatego że był to poniedziałek. Najwięcej ludzi przybywa tam w niedzielę, kiedy to jest organizowana specjalna modlitwa z odmawianiem różańca i w piątki na drogę krzyżową.




Z Medjugorie pojechaliśmy nad wodospady Kravica. Tam za wejście do Parku Narodowego płaci się zaledwie 3 marki bośniackie (ok. 6 PLN), co w porównaniu z biletami w Krka, czy Plitwickich Jeziorach robi miłą różnicę.
Poza wodospadami w których można się kąpać i barem, gdzie można tanio zjeść, nie ma tam nic innego ale i tak podobało nam się bardziej niż w Krka. 
Po pierwsze, dostęp do wody jest lepszy, bo brzeg nie jest tak zalesiony. Po drugie, nie było tam takich tłumów jak na Krka i większy spokój. Jest to doskonałe miejsce żeby spędzić cały dzień, wykąpać się, poleżakować, wypożyczyć sobie kajak i popływać po jeziorze i odpocząć.
My jednak nie mieliśmy już za wiele czasu bo dochodziło do 18.00 a chcieliśmy jeszcze dojechać do Mostaru.
Miejsce jednak godne polecenia bardziej niż Krka, jeśli już ktoś był na Plitwickich Jeziorach, bo jeśli nie, to w Krka można jeszcze trochę pochodzić po kładkach wokół parku czego w Kravica już nie ma.




Droga do Mostaru wiodła po stromych górskich zboczach. wieloma serpentynami, które w blasku zachodzącego słońca wyglądały pięknie.

czwartek, 20 lipca 2017

Pamiętniki z Wakacji: Trogir i Omiš

Do Trogiru wstąpiliśmy na pół dnia po drodze z Zadaru do Omiša.
Stare miasto w Trogirze jest bardzo podobne do tego w Zadarze. Uliczki są wąskie, brukowe, kamienne fasady domów i co krok kafejki i konoby (tawerny).
Promenada na wybrzeżu przyjemna, ale ta w Zadarze moim zdaniem ładniejsza.



Do Omiša dojechaliśmy ok. 17.00. Trasa wiedzie cały czas wzdłuż wybrzeża po krętej drodze więc jedzie się ok. 50km/h i można delektować się pięknymi widokami.

W Omišu, mimo że to mała miejscowość, zastaliśmy tłumy ludzi, zwłaszcza młodzieży w mocno imprezowych nastrojach. 
Na szczęście zatrzymaliśmy się kawałek od centrum w mieszkaniu wynajętym na AirBNB w domu jednorodzinnym nad rzeką Cetina.




Ze wszystkich stron otaczają nas góry i cały czas słychać płynącą wodę. Przyjemnie jest posiedzieć na tarasie przy kawie i powpatrywać się w wysokie szczyty.
Aż naszła mnie wieczorem ochota na przebiegnięcie się po okolicy (chociaż może to kwestia mrożonej kawy, którą wypiłem o 18.00). 

Okazuje się, że żeby pobiec po płaskim terenie musiałbym się wrócić do centrum, więc wybrałem co było pod ręką (a raczej nogą) i pobiegłem na trasę górską prowadzącą na pobliski szczyt szlakiem na Ostrvica.

Jakieś 15 minut zajęło mi wbiegnięcie a raczej wejście na najwyższy, jak mi się wydaje, punkt (bo potem ścieżka schodziła już do dołu z drugiej strony góry), ale i tak zmachałem się niemiłosierne. Czasy, gdy biegłem Rzeźnika chyba już minęły bezpowrotnie. Chociaż kto wie, może jak pozbędę tu przez 2 tygodnie i regularnie wybiegam się w górach..




W kolejnych dniach testowałem inne trasy biegowe w okolicy.
Ta wzdłuż rzeki wydaje się być najłagodniejsza i ruch na drodze jest mniejszy, a pobocze szersze.

Natomiast w stronę Splitu charakteryzuje się dużym nachyleniem i praktycznie nie ma pobocza a natężenie ruchu jest spore, wiec jest mało bezpiecznie.


sobota, 15 lipca 2017

Pamiętniki z Wakacji: Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie to nasz pierwszy postój w Chorwacji podczas bałkańskiego wypadu.
Zatrzymaliśmy się w House Boro w Jezercach.
Jest to kompleks kilku domów gościnnych.  W jednym z nich mieszkają właściciele, tam też znajduje się kuchnia. 
Na obiad zaserwowano nam za 15€ (można tu płacić w Euro jak i w Kunach) na osobę zestaw: do wyboru albo półmisek mieszanych mięs (kurczak, wieprzowina, wołowina), albo grillowany pstrąg z grilla, do tego pieczone warzywa i ziemniaki zasmażane z cebulką, chleb i kwaszona kapusta a na deser ciasto. Wszystko było bardzo smaczne, a jedzenie na świeżym powietrzu i piękna słoneczna pogoda podkreśliły nastrój miejsca. 

Gospodarze są bardzo sympatyczni i zrobili nam nawet gratis pranie (trochę się już tego uzbierało od początku wyjazdu mimo, że część praliśmy ręcznie, jak to przy małym dziecku). 

Na miejscu spotkaliśmy jeszcze 2 albo 3 inne samochody z Polski. Poza tym okazuje się że Chorwacja i Słowenia to ulubione miejsce na wakacje Holendrów. Auta na holenderskich rejestracjach spotyka się tu bardzo często. Uwagę zwraca też mnóstwo Azjatów.

Jedyny mankament House Boro, to że znajduje się zaraz przy ruchliwej trasie i w okolicy są tylko małe uliczki dojazdowe do innych pensjonatów, tak więc za bardzo nie ma gdzie iść na przechadzkę z wózkiem dziecięcym, a do samych jezior trzeba kawałek dojechać autem.


Do jezior wybraliśmy się następnego dnia wcześnie rano. Bilety  do Parku Narodowego Jezior Plitwickich kupuje się na parkingu już od 7.00. Stamtąd dojeżdża się busem na inną stacje albo od razu rozpoczyna trasę w zależności od wybranego wariantu i długości wędrówki. Busy kursują od 8.00.
Z racji wieku naszego malca poszliśmy tą najkrótszą, ale około godziny 12.00 już ją skończyliśmy więc postanowiliśmy rozszerzyć ją o kolejną. W tym celu przepływa się łodzią na drugą część jezior.
Podobno to w tej części był kręcony film "Winnetou".

Cały dzień obyło się bez wózka. Gratulacje dla mojej żony, która większość czasu musiała małego taszczyć w nosidełku, bo ja taszczyłem plecak.
Widzieliśmy może ze 2 osoby z wózkami jak znosiły i wnosiły je po schodach albo z trudem wymijali innych po wąskich drewnianych kładkach, wiec wyprawa z wózkiem za bardzo nie miałaby sensu.





Nazajutrz wyjechaliśmy do Zadaru.

wtorek, 11 lipca 2017

Pamiętniki z Wakacji: Bled

Bled i Słowenia urzekły nas całkowicie. Piękne widoki, dużo zieleni i nieskażona przyroda.
Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Guest House Golja jakieś 15 minut piechotą od centrum Bled.

Bled to mała miejscowość, ale tętniąca życiem (przynajmniej o tej porze roku). Można tu wybierać spośród wielu klubów i barów, ale na nas największe wrażenie zrobił widok samego  jeziora.
Zastaliśmy tafle wody niezmąconą wiatrem, oświetlone zachodzącym słońcem porośnięte zielenią skały. Woda w jeziorze jest tak czysta, że na głębokość kilku metrów widać roślinność i pływające ryby.

Chciałoby się tu spędzić więcej czasu, szczególnie że zaplecze do aktywnego wypoczynku jest znakomite. W okolicy jest wiele tras pieszych i rowerowych. Samo jezioro można bez przeszkód przemierzyć dookoła, co też nie omieszkałem się zrobić biegiem.


Biega się bardzo przyjemnie. Mogę śmiało stwierdzić, że to do tej pory najprzyjemniejsze miejsce w czasie naszej wycieczki na Bałkany.






niedziela, 9 lipca 2017

Pamiętniki z Wakacji: Wiedeń

W piątek 7-go lipca wyjechaliśmy do Wiednia. Podróż z Ołomuńca zajęła nam jakieś 3 godziny.
Na miejscu byliśmy już o 12.30 żeby zakwaterować się w hotelu ..
Wrażenia z wystroju hotelowego pokoju można opisać jednym zdaniem, cytując jedną z bohaterek filmu Kogel Mogel:
Źródło: http://i1.pudelekx.pl/ba69933c680dfa3e4476c5eb03a835b1bd99e297/1-png

A oto kilka ujęć wnętrz:


Szczerze mówiąc wolimy mniej cukierkowe wystroje, iście wyjęte z muzeum.
Hotel utrzymany jest w stylu rokoko, podobnie jak Pałac Schönbrunn, który mieliśmy okazję obejrzeć zaraz po zakwaterowaniu.

Pałac znajduje się jakieś 30 minut piechotą od hotelu i jest jedną z zabytkowych perełek Wiednia. We wnętrzu nie byliśmy, ale z racji wcześniej wspomnianego stylu chyba woleliśmy skupić się na ogrodach, nie wspominając o ganianiu dzieciaka, żeby przypadkiem nie stłukł jakiejś bezcennej wazy. Tego chyba nasze ubezpieczenie OC mogłoby nie pokryć.

Jednak cały teren wokół zamku bardzo nam przypadł do gustu i małemu też. Mógł bez ogródek przeczesać ogródek.
W parku jest mnóstwo zieleni, drzew które dają miły cień w upalny dzień. Kilka fontann daje dodatkowe ochłodzenie.
Tak spędziliśmy pozostałą część popołudnia, przechadzając się po parku.
W parku można też pobiegać. Jest on otwarty codziennie od 6.30 do 21.00 zatem nie omieszkałem przetestować go tym celu.
Nazajutrz z rana poubijałem parę ścieżek.


Spotkałem tam bardzo dużo biegaczy i spacerowiczów już o 7 rano.

Po śniadaniu wybraliśmy się do zoo przy pałacu. Jest to ponoć pierwsze zoo w Europie. Jest ono usytuowane stosunkowo na małej przestrzeni. Z racji tego wybiegi dla zwierząt też nie są zbyt duże ale można obejrzeć sporo ciekawych gatunków jak flamingi, pandy, niedźwiedzie polarne, pingwiny, czy hipopotamy. 
Swoją drogą? Dlaczego pingwinom nie marzną stopy?
Ano między innymi dlatego, że mają w stopach specjalne naczynia krwionośne, w których temperatura krwi spada do zera stopni Celsiusza.



Całkiem ciekawe jest też akwarium i terrarium a na wzgórzu znajduje się tradycyjna chata austriacka, gdzie można zakupić różne ekologiczne wyroby jak sery kozie, owcze, czy też napić się świeżego mleka. W zagrodzie można zobaczyć zwierzęta, które są źródłem tych wyrobów. Małemu szczególnie do gustu przypadło głaskanie kóz i pogoń za kurczakami :)







Oczywiście półtora dnia to za mało na zwiedzanie Wiednia. Nie dotarliśmy nawet do centrum, tylko skupiliśmy się na pałacu i okolicy. Nie wchodziliśmy też do muzeów, n.p. Muzeum Techniki, które wydaje się być ciekawe. Innym razem. Przed nami kolejny cel podróży - Słowenia i Jezioro Bled.

piątek, 7 lipca 2017

Pamiętniki z Wakacji: Ołomuniec

Oto pierwsze miejsce w jakim zatrzymaliśmy się na naszej trasie po Bałkanach.
Do Ołomuńca zawitaliśmy w czwartek 6-go lipca ok. godz. 17.00, więc nie planowaliśmy tego dnia już nic więcej jak tylko krótki spacer i kolacje.

Mikołaj (nasz syn w wieku 1 roku) był już zmęczony i znudzony po całodziennym siedzeniu w aucie i potrzebował jakoś spalić niewykorzystane pokłady energii.

Po zakwaterowaniu poszliśmy na krótki spacer, znaleźliśmy niedaleko kościół z zielonym trawnikiem i ławeczkami, gdzie mógł się wyszaleć, najpierw wdrapując i schodząc po schodach a potem czochrając wózek po trawiastym podłożu.

Potem pizza w restauracji na dole naszego hotelu i o 22.00 legliśmy w łóżku jak kłody. Ja nawet nie zdążyłem się umyć :D

Swoją drogą nasz hostel bardzo w porządku. Znaleziony na Booking: PENZION No. 1 

Następnego dnia rankiem postanowiłem przetestować jak się tu biega. Na Google Mapie znalazłem kawałek pola niedaleko nad rzeką, ale gdy tam pobiegłem zaskoczyły mnie asfaltowe super przygotowane i oznaczone ścieżki rowerowe. 





Mogę spokojnie polecić to miejsce osobom, które lubią aktywnie spędzać czas.


Po śniadaniu wybraliśmy się na starówkę. Piechotą zajęło nam to jakieś 40 min. z wózkiem dziecięcym więc wcale niedaleko.




Starówkę gdybym miał porównać do jakiejś, gdzie wcześniej byłem mógłby to być Gdańsk lub Poznań.
Kamienice ładne i odrestaurowane, cisza, spokój, trochę turystów, ale w większości czeskich. Nie spotkaliśmy wycieczek z Japonii przepasanych aparatami ani hord zdziczałych Anglików, które często się widzi u nas w Krakowie.
Raczej małe tłumy, być może dlatego że to piątek godz. 12.00 ale bardzo przypadło mi to do gustu.






Po drodze na starówkę minęliśmy stadion, lodowisko, parę fitness klubów, basen, generalnie sporo miejsc gdzie można aktywnie spędzić czas. Może dlatego Ołomuniec jest Europejskim Miastem Sportu 2017

Na obiad wybraliśmy Moravska Restaurace, żeby spróbować tradycyjnej czeskiej kuchni. Miejsce to raczej droższe bo usytuowane na Starówce ale jedzenie smaczne.

Nad wieczorem jeszcze raz wybraliśmy się na ścieżkę rowerową w pobliżu hotelu. Tym razem świeciło słońce i spotkaliśmy sporo rodzin na łyżworolkach, rowerach czy biegających.

Ogólne wrażenie z Ołomuńca bardzo pozytywne. Miejscowość jest mała ale klimatyczna i spokojna, czyli taka jakiej oczekiwalibyśmy na wakacjach z małym dzieckiem.

Jutro dalsza podróż - kierunek Wiedeń


wtorek, 6 maja 2014

Wings for Life World Run 2014 Poznan

Wings for Life to pierwszy tego typu bieg organizowany w Polsce, w ktorym meta goni biegaczy.

Wpisowe z biegu jest przeznaczone na badania nad leczeniem uszkodzen rdzenia kregowego, czyli mowiac potocznie zlamania kregoslupa.
Aktualny stan wiedzy na ten temat mozna sledzic tutaj.

Wszystkie informacje o biegu, lacznie z przebiegiem trasy, mozna znalesc tutaj

Ukonczylem bieg jako 411 / 1135 osoba w Polsce i 6933 / 34418 na swiecie :D

Oto moj wynik:


oraz pamiatkowy dyplom.

Pozostale wyniki: http://live.wingsforlifeworldrun.com/en/results

Filmy i opisy wydarzenia:

http://live.wingsforlifeworldrun.com/en/videos
https://plus.google.com/u/0/photos/114111822723343060181/albums/6010038577508621633
http://justdomi.wordpress.com/2014/05/05/wings-for-life-czyli-biegniemy-dla-tych-ktorzy-nie-moga/?preview=true&preview_id=1540&preview_nonce=edcba17d85
http://www.tvn24.pl/on-przez-przypadek-ona-z-kontuzja-polscy-triumfatorzy-wings-for-life-world-run,424714,s.html
http://www.tvn24.pl/poznan,43/the-best-of-wings-for-life-w-poznaniu-caly-bieg-w-3-5-minuty,424988.html
http://www.tvn24.pl/raporty/wings-for-life-world-run,829



środa, 23 kwietnia 2014

Lodz Maraton Dbam o Zdrowie 2014



13 kwietnia 2014 odbyl sie w Lodzi Maraton Dbam o Zdrowie, ktory ukonczylo 1638 biegaczy

Drugi w zyciu maraton juz za mna, zyciowka lepsza o ok 5 min.

Miejsce: 1391
Nr startowy: 238
Czas: 04:31:34
Tempo min/km: 06.26
Diff net: +2:20:53
Checkpoints: 1:02:25 / 1492 2:10:24 / 1432 3:10:00 / 1384 3:49:23 / 1369 4:26:28 / 1391

Wszystkie wyniki sa tutaj 

Pogoda dopisala wysmienicie - sloneczko, ale nie za goraco. Przygotowanie zdawalo mi sie gorsze niz na ostatnim maratonie - po zimie zapuscilem troche brzucha, a jednak okazlo sie ze nie bylo najgorzej.

Mysle ze sporo zawdzieczam Panu Antoniemu z Gdanska (62 lata, czas 04:26:10) z ktorym przebieglem jakies 1/3 trasy a ktory to narzucal godne tempo. Niestety dla mnie na ostatnich 10 km wachalem juz tylko za nim kurz.

Tutaj jestesmy razem gdzies na polowie trasy:



A tutaj juz ostatni odcinek - nie wygladam najlepiej :)


poniedziałek, 28 października 2013

IV Półmaraton Szakala

W niedzielne południe, miły, ciepły jak na październik dzień, odbył się w Arturówku bieg na dystansie 21km.
W taką pogodę ruch na świeżym powietrzu to sama przyjemność.

Po Maratonie Warszawskim troche 'rozluźniłem łyde' więc nie spodziewalem sie cudu, ale zdaje sie ze poszlo nad wyraz dobrze - 01:58:50 (miejsce nr 233), jedynie 39min. 20 sec. pozniej od zwycięzcy :D

Zapisy z Endomondo:


Czytaj więcej na http://szakalebalut.pl/node/279

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

IV Triatlon Siedlecki

18 sierpnia 2013 odbył się IV Triatlon Siedlecki. Pogoda dopisała a wręcz było zbyt słonecznie i parno.
Na miejscu pojawiłem się przed 12.00 po czym wspólnie z kolega objechaliśmy parę razy trasę rowerowa za każdym razem gubiąc właściwą drogę. Właściwie nikt z organizatorów nie był w stanie wskazać właściwej drogi ale nic to, bo w czasie zawodów trasa była już dobrze oznaczona i nie można było się zgubić.

Po 13.00 wstawiliśmy rowery do boksów i trochę zestresowani oczekiwaliśmy na start. Dla mnie i kolegi był to pierwszy triatlon wiec niemałe emocje.
O 15.00 zaczęło się. Wystartowaliśmy z linii pierwszej boi. Brzmi jakby było to daleko od brzegu ale w rzeczywistości przy samej boi dotykałem nogami dna.

W wodzie znalazło sie ok 150 uczestników wiec było trochę tłoczno ale powoli udało sie wyminąć kilka osób. Atmosfera rywalizacji sprawiła ze nim sie spostrzegłem juz bylem przy drugiej boi, którą trzebabylo opłynąć z prawej i z powrotem do pierwszej boi. Poszło całkiem sprawnie. Wszystkich uczestników miałem nagle po prawej stronie i mogłem swobodnie płynąc przed siebie przez nikogo nieblokowany.

Wybieg z wody, parę zasapanych oddechów przy boksie z rowerem. Wycieram szybko stopy, wciągam skarpety i buty biegowe, wciągam kaszulke z uprzednio przypiętym numerem startowym, zapinam kask, biorę rower i gnam na trasę.

Rower po pływaniu to kolejna cześć triatlonu co do której miałem obawy (nie tak duże, jak co do pływania, bo nigdy nie pływałem zbyt wiele na otwartym akwenie) gdyż mój rower jest juz trochę wysłużony i na około tygodnia przed startem odkryłem ze support potrafi mi przeskakiwać przy zbyt dużym nacisku na pedał. Na naprawę nie było zbytnio czasu. Wolałem juz jechać na takim jak jest z nadzieja ze jakoś to będzie niz rozgrzebać rower na części i nie mieć w ogole na czym pojechać. Jak sie okazało potem na trasie przede mną trafił sie zawodnik który miał dokładnie ten sam problem. Na grząskim piachu słychać bylo tylko trzaski przeskakującego suportu i widać zawodnika kręcącego pedałami w miejscu. Całe szczęście ze wymieniłem opony na grubsze 2.1 cala bo z cienkimi na takim piachu byłoby trudno, chociaż widziałem parę rowerów z oponami na oko 1-1.5 cala.

Jakos udało sie przejechać na tak zwalonym rowerze 2 kolka po 5 km. Na pierwszym zaliczyłem glebe na zakręcie, kiedy to rozpędzony ugrzązłem przednim kołem w muldzie piachu i przeleciałem przez kierownice, na szczęście na ręce a nie nosa. Szybko sie zwlekłem nie tarasując zbytnio ruchu i pognałem dalej, trochę biegnąc po piachu z rowerem, trochę jadąc.
Najlżejsza cześć dla mnie to ostatnia część - bieg 3km. tutaj nie było już problemow sprzętowych ani obawy ze się utopie :) Poszło gładko. Sam się dziwie ale udało mi się uplasować na pozycji 62 z czasem o 18 minut późniejszym od najszybszego uczestnika.
Kolejne moje czasy na odcinkach to:

pływanie (400m): 00:09:40
rower pierwsza pętla (5km): 00:37:23
rower druga pętla (5km): 00:14:31
bieganie (3km): 00:18:05




 

Ogólnie jestem bardzo zadowolony, za rok poprawie wyniki :)

Wyniki:
http://www.maratonczyk.pl/wyniki_2013/triathlon_siedlecki_open_18.08.2013.pdf


Zdjęcia z imprezy:
http://www.spin.siedlce.pl/2013/08/18/iv-triathlon-siedlecki/

Inne relacje:
http://akademiatriathlonu.pl/newsy/aktualnosci/wydarzenia/1507-iv-triathlon-siedlecki-czyli-debiut-sprinterki-na-dystansie-sprinterskim


niedziela, 23 grudnia 2012

Les Menuires - 14-12-2012 do 23-12-2012

Tygodniowy wyjazd ze SnowShow dobiegł końca. Przetrwałem bez kontuzji i załamań. Minusem zdecydowanie była podróż autokarem, która w jedną stronę zajmowała 20-kilka godzin. Nieco w zabiciu czasu pomagał alkohol. Podróży do Francji praktycznie nie odczułem czasowo, za to odcisk na czole od plastykowego uchwytu poprzedzającego fotela towarzyszyl mi przez pierwsze 2 dni.

Z 6 dni na stoku trafiły sie 2 pogodne, pozostałe były raczej pochmurne a czasem przynosiły dodatkowe atrakcje w postaci zamieci i mgieł, jak to w górach - pogoda jak kobieta, zmienna jest.

W Les Menuires ceny charakterystyczne dla kurortów Europy zachodniej: piwo 6-8 euro, obiad w postaci frytek ze stekiem ok 14 euro, w podobnej cenie pizza.
Za to miejsca do pojezdzenia pod dostatkiem, zarowno trasy wytyczone jak i offroad, piekna sceneria a i turystow o tej porze nie było zbyt wielu. Reszte niech oddadzą załączone zdjęcia i filmy.

https://plus.google.com/u/0/108701036453403152884/posts/FFLnX4cnxkR